Latest Entries »

Storm_cover Patrząc chronologicznie to chyba druga, po Dragon Ball Z Burst Limit, gra wykorzystująca cell shading, w którą grałem. Przy okazji jest to pierwszy tytuł, który jednocześnie nie był “bijatyką” i ukazał się na nie mobilnej konsoli. Znaczy bijatyką był, ale poza walkami i cutscenkami oferował jednak coś więcej. Po ostatnim odświeżaniu komiksu “Naruto” postanowiłem ukończyć ją jeszcze raz. To było ciekawe doświadczenie, przez które doszedłem do wniosku, że tak naprawdę nigdy nie wydoroślałem: biegając po ulicach fikcyjnej Konohy czułem się dokładnie jak 9 lat temu. Ale po kolei…
Gra powstała na podstawie pierwszej części historii opowiedzianej w anime oraz mandze pod tytułem “Naruto” starając się streścić fabułę mniej więcej 28 tomów mangi (lub ~126 epizodów anime). Chociaż – z jakiegoś powodu – tryb historii z jakiegoś powodu omija sam początek zaczynając od wydarzeń drugiego odcinka mangi/anime oraz, co jeszcze zabawniejsze, prawie zupełnie omijając pierwszą przygodę tytułowego bohatera. View full article »

Wolf_among_us
Dawno, dawno temu, kiedy konsola PlayStation 2 była jeszcze produktem dostępnym wyłacznie na rynku japońskim, jedna z naszych rodzimych telewizji prowadziła magazyn telewizyjny o kinematografii. Były nowinki ze świata filmu, wypowiedzi aktorów, komentarze, zapowiedzi filmów. Słowem wszystko, czego można spodziewać się po standardowym magazynie. Pamiętam, że w jednym z odcinków rozprawiano na tema dopiero co zapowiedzianego filmu interaktywnego o pogromcach robaków. Przyznam temat już wtedy nie był szczególnie nowy – pierwszy film tego typu powstał w 1967 roku. A sama fabuła była na swój sposób wtórna: wszystko od ekwipunku, poprzez sposób organizacji przywodziło na myśl Ghostbusters, film obchodzący jakoś w tamtym okresie swoje 16 albo i 17 urodziny. Tak czy tak, sama idea wywarła wtedy na mnie mocne wrażenie. I jeszcze przez kilka dni marzyłem, by obejrzeć taki interaktywny film. W końcu miał aż dwa zakończenia! I to ode mnie zależało, czy dostanę dobre zakończenie i pozbedę się zagrażających miastu robaków, czy może zmarnuje wszystkie zasoby w beznadziejnej próbie ratowania swojej małej ojczyzny? Później jednak zupełnie zapomniałem o całej historii. Pochłonęły mnie ważniejsze rzeczy. I dopiero grając w Wolf Among Us przypomniałem sobie, że coś takiego było i chciałem to obejrzeć. Nie obejrzałem. Ale zagrałem. W coś podobnego. View full article »

Miesiąc z życia legionu (4-II)

chart4II Pomimo mojej przedłużającej się nieobecności, post ląduje o czasie. A nawet trochę przed. Magia współczesnej technologii.
Gdyby moje życie było serialem drugi odcinek czwartego sezonu należałby do tych najbardziej znienawidzonych przez widzów. Do ostatniej chwili wydaje się, że wątek rozwiąże sie w odcinku, ale… to be continued. Scenarzyści nie chcieli jeszcze zakończyć historii, na pewno przed szczęśliwym rozwiązaniem pojawi się jeszcze kilka przeszkód. Może zwrotów akcji. Oby poprawnych, ale nigdy nie wiadomo. Szczególnie, że ostatnio nawet w filmach, czy książkach trudno o szczęśliwe zakończenia. Czy się przejadły? Nie wiem.
Wiem jednak, że początek kolejnego epizodu będzie emocjonujący. Przynajmniej dla mnie.

Jak pokazuje wykres luty nie był miesiącem, w którym osiągnąłem szczególnie dużo. Przynajmniej pozornie, gdyż obok nowych rzeczy udało mi się powtórzyć kilka rzeczy, gierkę, dwie książki. Trochę powrót do przeszłości.

Gildia w zatoce piratów…

Pirates_Cove Pirate’s Cove to krótki dodatek do Guild of Dungeoneering. Warto przy okazji zaznaczyć, że dodatek którego obiecywałem sobie nie kupować. Dlaczego? Przecież pierwotna gra była całkiem dobra. Była. Ale moment, w którym zakończyła się zostawiając 1/4 mapy zakrytą był jeszcze bardziej rozczarowujący. Może to niedobre ale należę do starego pokolenia konsumentów, którzy lubili raz zapłacić i mieć cała grę. A nie 3/4 z obietnicą, że będzie DLC… z drugiej strony niedawno z okazji premiery Ice Cream Headaches pierwsze DLC zostało mocno przecenione, a akurat zastanawiałem się, czy nie ograć podstawki jeszcze raz… Niech będzie moja strata, trudno. Czy warto było? View full article »

Miesiąc z życia legionu (4-I)

chart4I Jeśli cały rok jest taki jak jego początek to czeka mnie wesoły miesiąc pełen kłótni, kłócenia się i nerwów. No i denerwowania się. Na szczęście doświadczenie sugeruje, że zwykle jakoś od września, moż października robi się lepiej zwykle. Tak na kilka miesięcy. Nic tylko dać z siebie wszystko. I czekać by zło przeszło.
Styczeń przeważnie jest miesiącem, który wydaje się produktywny, lecz takim niekoniecznie jest. Wszystko dzięki kończeniu ksiażek, czy gier rozpoczętych w zeszłym roku. Obecny jednak taki nie był? Czy to dobrze? Wygląda nieproduktywnie więc niebardzo, jednakże znaczy że ogólnie byłem w stanie na bieżąco kończyć więcej rzeczy. To dobrze.

Wikingowie: porwani i zagubieni…

vikings_splas Jeden z udostępnianych przez Blizzard Entertainment od jakiegoś czasu klasyków. Tak naprawdę druga stworzona przez nich gra i pierwsza platformowa. Wydaje mi się, że jedyna naprawdę zasługująca na miano gry logicznej, którą wyprodukowali samodzielnie. Co w sumie jest ciekawe, biorąc pod uwagę, że w tamtych czasach Blizzard znany był jeszcze jako Sillicon & Synapse. W każdym razie Lost Vikings jest ciekawym połączeniem gry logicznej oraz zręcznościowej. Czasami niestety zbyt zręcznościowej, ale o tym za chwilę… View full article »

2016 okiem Legionu

year2016
Przez ten rok dużo się wydarzyło.
Na Originie była promocja na gry z serii Mass Effect.
Wydrukowali kolejne wydanie Harry’ego Pottera, znowu, zmieniając okładki.
Poza tym nic się nie wydarzyło.

View full article »

Sowa

owl_orageOrigami zajmuje się – z dosyć długimi przerwami – od jakiegoś czasu. To wiem. Ale jednak zawsze mam taki efekt “ale że jak?” gdy sprawdzę daty ostatnich opisów kształtów.
Sowa jest jednym z tych zwierząt, które niosą ze sobą najbardziej sprzeczne znaczenia. Najbardziej intuicyjnie kojarzy się z mądrością, chociaż – tak po prawdzie – nie mam zielonego pojęcia skąd wzięło się akurat takie skojarzenie. W Słowniku Symboli Kopalińskiego znaleźć można teorię wywodzącą źródło skojarzenia od szlary – charakterystycznych, rosnących promieniście wokół oczu piór. Rzekomo miały one powiększać wizualnie sowie oczy “sprawiając złudne wrażenie, że za tak wioelkimi oczami znajduje się potężny mózg”. Czy to prawda? Nie mam pojęcia. View full article »

Sto lat w bibliotece (5)

Book Miało być o Lost Vikings, ale spojrzałem na post o Dyna Blaster i stwierdziłem, że może nie dzisiaj. Ile można męczyć ludzi wspominkami o grach z końca zeszłego wieku? No ok, crpg addict robi to cały czas od wielu lat (niedługo 7ma rocznica), ale moja pisanina “do internetowej szuflady” nigdy nie miała być żadnym przewodnikiem po historii. Więc może coś napiszemy o książkach? No ale przed chwilą pisałem, no nie?
Jednak nie. Ostatni raz “odwiedzałem bibliotekę” na początku tego roku, a jeszcze wcześniej w kwietniu ’15. Czasami zastanawiam się skąd to się bierze, że człowiekowi wydaje się, iż coś robił wcale nie tak dawno, podczas gdy od tej konkretnej czynności minęło sporo czasu. Może to fragment tej samej tajemnicy, która sprawia że lata 2001-2008 wydają się wcale nie tak odległe, podczas gdy 2010 czy 2011 to już zamierzchła przeszłość?
Nie mam pojęcia… wiem za to, że dzisiejszy wybór to książki mocno odległe, czytane właśnie w okolicach 2008 roku. W większości już prawie zapomniane.

Żeby nie przedłużać ostatnia już ciekawostka: wspominany przeze mnie w tej kompilacji Rękopis znaleziony w Saragossie można przeczytać za darmo pod tutaj. Niech żyje 21 wiek! Choć warto też pochylić czoła przed Korporacją Ha!Art, która przygotowała wersję internetową.
View full article »

Miesiąc z życia legionu (3-XI)

chart3xi To był jeden z tych miesięcy, kiedy człowiek nawet sobie nie obiecuje że będzie mniej imprezował. W końcu nie bez powodu stary rodzinny żart mówi, że “w listopadzie to tylko się zaszyć”. A przy okazji miesiąc wielkiej biurokracji. Takiej przez duże b i nie wiele mniejsze w. Papierki, podania, formularze, aneksy, tylko w ciągu jednego tygodnia podpisałem się więcej razy niż normalnie przez cały rok. To męczące.
Na plus można było jednak zapisać dwie, całkiem szczególne rocznice. Chyba nie spodziewałem się, że kiedykolwiek w życiu będę jeszcze kiedyś świętował jedną. I że w ogóle kiedykolwiek bedę świętował drugą. Chociaż – między Bogiem a prawdą – to tylko brzmi dobrze. Po miesiącu organzm jest bardziej zmęczony niż chciałby się przyznać jego właściciel.
Przy wszystkim moje nawyki i przyzyczajenia wydają się zabawnie szkodliwe.
Umysł nienawidzi materii.
Ot co.

Co ciekawe sądziłem, że osiągnąłem więcej niż 0ro w prywatnych projektach. Jak widać progress prywatny i zawodowy to jednak dwie różne rzeczy.